2009
kwiecień2007
czerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2006
grudzieńlistopadmajkwiecieńlutystyczeń2005
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2004
grudzieńlistopadpaździernikwrzesieńsierpieńlipiecczerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2003
grudzieńlistopadpaździernikwrzesień
||
Linkz:
1
2
3
4
5
6
7
pa,pa...
teraz jestem
tutaj.
2009-04-18 16:23:45 skomentuj (1)
No tak.
Żyję.
I nawet mam się dobrze, a temperatura 31 stopni absolutnie mi nie przeszkadza.
I kupiłam białą sukienkę w niebieskie kwiatki.
Niebieskie maki,
czerwone bławatki.
2007-06-10 13:07:40 skomentuj (8)
Zyski, straty, bzdury, czyli to, czego nie lubię.
Odliczamy już dni do wakacji. Może się to wydawać dziwne, bo przecież jest któryś (10?) maja dopiero, ale jak widać szkoła działa na moją małą smsowską społeczość frustrująco (słowo numer 1 na amerykańskich listach popularnych słów).
Stres mnie kiedyś wykończy, myślę, że ten dzień będzie piękny i słoneczny.
Bilans:
- paznokcie - umarły w czwartek 4 maja i wątpię, czy przez najbliższe miesiące pozwolę im w spokoju odrosnąć,
- moja codzienna wredność - cóż, wielokrotnie się nasila,
- optymizm - obejmuje wszystko oprócz: wtorkowych, środowych i czwartkowych popudni. Czasem też piątków (od 6pm - 7pm) i poniedziałków (od 10.15. - 16.15 i od 17.30. - 18.30). Oł, hał słit.
- pewność siebie - pojawia się i znika. Nie jest tak źle,
- ogólny stan ducha - raz tak, raz inaczej, okres dojrzewania trwa,
- nastawienie - jak zawsze,
- psychika - lepiej,
- kawa - pomimo stresu nadal nie piję,
- pogoda - (patrz mój ogólny stan ducha).
Na zakończenie dodam, że sama uważam za średni pomysł odstresowywanie się pisaniem tych bzdur. Choć w internetowym śmietniku jeden śmieć więcej chyba nie robi aż takiej różnicy...
A kwiaty będą się do nas śmiać.
A słońce nad nami nie zgaśnie.
I rozświetli cudowne zadanie z biologii, które leży nietknięte tuż przed moim nosem. Nawet ono stanie się piękne.
2007-05-10 08:28:34 skomentuj (10)
Głupio.
Co się dzieje z tym światem...
Dlaczego
TO się stało, dlaczego
ONE to robią, i po co
IM to?
Ludzie to mistrzowie w utrutnianiu sobie życia, desperaci, małe dzieci w ciemnościach, które proszą jedynie o to, by ktoś dal im rękę, przytulił i prowadził. Bo sami nie dadzą sobie rady.
2007-04-26 08:31:12 skomentuj (3)
Optymistyczny imidż is back pod rękę z ironią.
Postanawiam zerwać z tym, czego pokazałam świetny przykład w ostatniej notce - z dramatyzowaniem. Do tej pory robiłam to bardzo często, wręcz nałogowo. Tyle że o ile niektóre nałogi dają pewnego rodzaju przyjemność (jedzenie czekolady?), wyżej wymieniony przeszkadza i mi, i tym ludziom, którzy mają pecha być przy mnie, gdy zaczynam
TO robić.
"...Gorsze niż palenie."
Z racji tego, że tysiące razy rzucałam obgryzanie paznokci, mogę z czystym sumieniem jako Osoba Doświadczona W Tych Sprawach, powiedzieć, że czeka mnie dużo pracy. Nie mogę jednak dłużej uprzykrzać tak życia sobie i innym.
Ostatnia notka była chyba apogeum dramatyzowania i narzekania, więc pocieszam sie, że teraz może już być tylko lepiej.
Prawda?
(a teraz ta ironiczna część notki)
Doszłam też do wniosku, że przy żadnej z okazji, które licznie się nadażyły, nie zrobiłam - jak większość normalnych nastolatek - długiej listy postanowień.
Nie dążę, jak widać, do doskonałości i ciągłego zmieniania siebie na lepsze. Czuję, że muszę coś z tym zrobić najlepiej już dziś! Zaraz! Teraz!
Nie będę pisać tego tutaj, bo po co? Żeby za miesiąc prześladowała mnie myśl, że 95% ze wszystkiego nie zostało wprowadzone w życie?
Czy tak objawia się brak weny?
Bywało gorzej.
2007-04-15 19:50:17 skomentuj (4)
Mistrzyni dramatyzowania!
Popadłam w dziwny stan. Ni to otępienie, ni letarg, sama już nie wiem. Najchętniej siedziałabym w domu nie jedząc, nie pijąc, nie myśląc. Po prostu siedziała. Może w półśnie, ale nie dręczona koszmarami i domysłami.
W grę wchodzi ucieczka. Na kilka dni zaszyłabym się samotnie w jakimś słonecznym zakamarku i nie robiłabym nic, tylko leżała na leżaku - wyłączona i nieobecna. Ach, jakie to piękne...
Niestety, nie uciekłabym przed moim najgorszym wrogiem - przed sobą. Moja podświadomość podsuwałaby mi coraz nowsze wizje tego, czego bardzo nie chcę i czego bardzo się boję. Nie ukryłabym się nawet w nocy. Dręczona sennymi marami o tym, jakim beztalenciem się stałam, może obudziłabym się w końcu, żeby zobaczyć ciąg dalszy koszmaru.
Czyli, krótko mówiąc, tę część życia, na której mi zależy.
"Wyluzuj" - powtarzają niektórzy nieświadomie dolewając oliwy (z oliwek) do ognia.
"Wyluzuj" mówią, a ja mam ochotę uderzyć ich, mocno, tak, żeby zapamiętali, że JA NIE JESTEM TAKA JAK ONI. Uderzyć i wykrzyczeć im to prosto w twarz, niezależnie od konsekwencji. I nie słuchać dalszego ciągu ich monologów, zrobić to, czego nie toleruję u innych - odwrócić się na pięcie i odejść. Uciec - po raz kolejny.
Nie spodziewałabym się telefonów i listów ani pytań czy wszystko w porządku. Odeszłabym do innego świata całkowicie nie chciana, niepotrzebna i wyklęta. Zapamiętana jako ta, co to wiecznie ma problem, na który pytanie "co się znowu stało" wydawało się idealne!
Ale co z tego, skoro byłabym wolna?
No tak, łatwo powiedzieć coś, co i tak nigdy nie wejdzie w życie. Nigdy im tego nie powiem, nie zostanę potraktowana poważnie i mój nastrój pewnie się zmieni. A problemy i ból zostaną pobłażliwie skwitowane słowem "wyluzuj".
Najgorsze, że gdybym TO powiedziała - to czyli cokolwiek, co poprawia wszechogarniającą depresję - spłynęłoby to po nich jak z kaczki (wiem, wiem...) woda. Szybko i bezproblemowo. Kolejny raz cierpiałabym ja. I tylko ja.
Nie dopuszczam do siebie myśli, że wina może tkwić we mnie. To, co piszę zostało przewałkowane, przemiksowane i przemyślane aż za dużo razy. JA się liczę z innymi, oczekuję tego samego.
I jestem "taka słodka w swojej naiwności". Wiem.
Pseudomyślicielsko? O, nie. Po prostu chyba raz na zawsze zerwałam z "imidżem" optymistki, pogrzebałam wszelkie nadzieje i oczekuję jeszcze gorszego obrotu sprawy.
(szkoda, że ci, którzy wycięli mniej lub więcej kawałków mózgu mojej rodzinie, nie przyszli do mnie i nie usunęli tej części odpowiedzialnej za zadręczanie się).
Mam poczucie, że nie napisałam wszystkiego. Słowa < censored > przelały szalę goryczy, były tą "jedną kroplą za dużo", oliwą użytą do gaszenia pożaru. Mówiąc prościej - sprawiły, że coś pękło i nie wiem, ile czasu minie zanim to coś się zabliźni.
Edit: Powoli się goi. Wiosenna pogoda, sympatyczny trening, rozwiązania paru spraw zrobiły swoje. A już miałam nadzieję, że nie jestem typową nastolatką. Myliłam się - i chce mi się śmiać z radości.
2007-04-12 21:31:48 skomentuj (4)
A to mi wszystko zwisa, zwisa i powiewa.
...Mogłabym więc powiedzieć, że to przez wiosenne przesilenie. Nie tylko modne, ale i prawdopodobne, bo po entuzjaźmie związanym z początkiem panny W., przyszedł ten magiczny czas, gdy energia ulatuje z nas, jak z balonika. To w końcu fizycznie niemożliwe - funkcjonować "24/7" na najwyższych obrotach.
Teoretycznie mogę też zrzucić winę na ludzi. On zrobił to źle, ona tamto, przez niego miałam złe nastawienie, a przez nią się bałam.
Oczywiście to nie wszystko. Wiatr. Wiatr bardzo przeszkadza. Zwłaszcza gdy jest zimny i mocny, niszczy fryzurę i podwiewa sukienki.
Aha, i się nie wyspałam, a tydzień w szkole zadziałał na mnie jak odkurzacz na kurz pod dywanem (porównanie dla idiotów - wyssał wszystkie siły).
Grunt, żeby mieć na co zwalić.
Ale, że tego nie lubię i do szału doprowadza mnie, gdy ktoś się tłumaczy, przyznam, że
zawaliłam. Kompletnie. Gorzej być nie mogło i zasłużyłam na potępienie z Waszej strony.
(O, ironio, chce mi się śmiać)!
Ludzka strona mojej natury się odezwała. Kimkolwiek jesteś -
kliknij .
2007-04-03 08:51:41 skomentuj (3)
Szablon wykonany przeze mnie. Z niewielką pomocą bliskiej mi osoby.